Tajemnica krzyża chwalebnego


Tajemnica objawiona prostaczkom

W Ewangelii św. Mateusza możemy znaleźć dość dziwną modlitwę Jezusa. Mówi on bowiem: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom (Mt 11,25). Natychmiast powstaje w nas pytanie: co to za rzeczy? co Jezus ma na myśli?

Jedną z takich tajemnic jest sekret krzyża to znaczy tajemnica Chrystusa ukrzyżowanego i ściśle z tym związana tajemnica naszego osobistego krzyża. Wielu ludzi nie zna jednak tych tajemnic i nie może ich zrozumieć. Dzisiaj, tak samo jak za czasów świętego Pawła, dla wielu ludzi krzyż może być zgorszeniem albo głupstwem, a dla powołanych do bycia chrześcijanami ‑ mocą Bożą i mądrością Bożą (por. 1Kor 1,22nn). Takim powinien być krzyż i dla nas, którzy od dzieciństwa czujemy się chrześcijanami. 

Teoretycznie to uznajemy, jednak w codziennej praktyce życiowej bywa z tym różnie. Być może mamy duże trudności z pojmowaniem tajemnicy krzyża. Niniejsze rozważanie ma być pomocą w jej odkryciu i zrozumieniu, w doświadczeniu, że krzyż naprawdę jest mądrością i mocą Bożą. Żeby tak się stało, trzeba uczynić kilka kroków. 

Krok pierwszy: wywyższyć krzyż Chrystusa


Jezus powiedział: Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego (J 3,14). Mówiąc to Jezus miał na myśli swoje wywyższenie na drzewie krzyża, a więc wywyższenie tego, czego On na tym krzyżu i przez ten krzyż dokonał, wywyższenie Jego ofiary. Na czym ono polega? Co trzeba zrobić, aby w naszym życiu dokonało się takie wywyższenie? Jest to dla nas bardzo ważne pytanie.
Według słów Jezusa wywyższenie krzyża ma być podobne do tego, co uczynił Mojżesz, który na pustyni wywyższył miedzianego węża. Pamiętamy jak wędrujący przez pustynię Izraelici zaczęli twierdzić, że Bóg prowadzi ich złą drogą i zaczęli szemrać z powodu chwilowego braku chleba i wody (Lb 21,4nn). Zupełnie stracili zaufanie do Boga i do Jego sługi ‑ Mojżesza. Bóg, widząc zatwardziałość ich serc, był niejako zmuszony dopuścić, aby kąsały ich węże. Stało się to dla ich nawrócenia, aby mogli się opamiętać. Na trujący jad tych węży było tylko jedno lekarstwo, po ludzku nie mające sensu: Mojżesz sporządził węża z miedzi i umieścił go na wysokim palu. Każdy ukąszony, jeżeli uwierzył Bogu i spojrzał na wywyższonego miedzianego węża, był uratowany od śmierci.
W pewnym sensie jesteśmy podobni do Izraelitów pokąsanych przez jadowite węże. Także w naszych sercach brakuje często zaufania do Boga i wiary w Jego miłość do nas. Dlatego szemrzemy, uważamy, że Bóg niewłaściwie kieruje naszym życiem, nie chcemy iść do nieba, czyli do naszej Ziemi Obiecanej, ale próbujemy szukać swego szczęścia w grzechu. Grzech zaś jest w rzeczywistości jak śmiertelna trucizna, która niszczy nasze życie i prowadzi do wiecznej śmierci, do piekła, czyli wiecznego i trwałego oddalenia od Boga. Najistotniejsze jest jednak to, że na śmiertelny jad grzechu nie mamy sami z siebie żadnego skutecznego lekarstwa. Jedynym lekarstwem jest Chrystus wywyższony na krzyżu, Jego krzyżowa ofiara. 
Kto z nas liczy, że od śmiercionośnego jadu, który niesie ze sobą grzech, może nas uratować jakieś lekarstwo inne niż krzyżowa ofiara Chrystusa, nie osiągnie zbawienia, które Bóg dla nas przewidział. Mówię o tym tak mocno dlatego, że zdarzają się wśród nas ludzie, którzy przeceniają to, co sami mogą zrobić dla swojego zbawienia a nie doceniają tego, co uczynił Chrystus, umierając za nas na krzyżu. Wydaje się im, że na swoje zbawienie muszą zasłużyć spełniając najrozmaitsze dobre uczynki. Bóg oczywiście chce, żebyśmy pełnili dobre uczynki. Od świętego Pawła dowiadujemy się nawet, że istnieje cała lista dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,10; por. Ga 5,22). Te dobre uczynki wynikają jednak stąd, że człowiek wcześniej dostąpił zbawienia, które Chrystus zdobył dla nas umierając na krzyżu. Trochę wcześniej w tym samym liście Paweł mówi: Łaską jesteście zbawieni przez wiarę. I dodaje, że nie pochodzi to od nas, lecz jest darem Boga, a to dlatego, aby się nikt nie chlubił (Ef 2,8-9). 
Tak więc nasze zbawienie jest darem Boga, na który nie możemy w żaden sposób zasłużyć. Otrzymujemy ten dar z łaski, za darmo. Bóg nie może nam dać zbawienia w zamian za coś, co uczynimy naszymi ludzkimi wysiłkami; nie może nam go jakby „sprzedać” za jakąś duchową „zapłatę”. Zbawienie jest bezcenne. Żadna rzecz, żaden ludzki czyn nie może się z nim równać. Wszystko, co człowiek mógłby sam z siebie uczynić ‑ w porównaniu z tą ceną ‑ byłoby warte mniej, niż trochę brudu za paznokciem! Za nasze zbawienie bowiem Chrystus zapłacił swoją Krwią, przelaną na krzyżu, zapłacił swoim życiem, które poświęcił, abyśmy mogli być wybawieni od śmiertelnego ukąszenia przez grzech. Takiej ceny nie może zrównoważyć żaden nasz, nawet najlepszy i najświętszy czyn. Trzeba nam zatem zostawić na boku wszystkie ludzkie sposoby zbawiania się, a z wiarą spojrzeć na krzyż Chrystusa i otworzyć swoje serce na przyjęcie zbawienia, które On dla nas przez ten krzyż zdobył. Inaczej mówiąc, trzeba świadomie uznać Jezusa za swojego osobistego Zbawiciela i Pana, i poddać Mu swoje życie. 

Krok drugi: pojąć nasz krzyż i jego sens


Teraz chcemy spojrzeć na tajemnicę naszego osobistego krzyża. Jezus powiedział: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9,23). Powiedział też, że jeśli ktoś tego nie czyni, nie może być Jego uczniem (Łk 14,26). Mam nadzieję, że wszyscy chcemy być uczniami Jezusa. Dlatego zapraszam, byśmy teraz zastanowili się, co znaczy brać swój krzyż na każdy dzień.
Trzeba najpierw uświadomić sobie, co jest tym krzyżem. Nasze osobiste, życiowe krzyże mogą być bardzo różne. Dla kogoś krzyżem są na przykład pewne braki: brak zdrowia, urody, dobrego mieszkania, zbyt mała pensja, samotność, starość, śmierć kogoś bliskiego, odejście współmałżonka z inną kobietą; niespełnione oczekiwania w stosunku do dzieci i wiele innych. Krzyżem może być też kalectwo: to, że ktoś jest niewidomy albo głuchoniemy, że w wypadku stracił nogę i temu podobne. Bywa, że krzyżem jest dla kogoś konkretna osoba. Często mąż jest krzyżem dla żony a żona dla męża; synowa może być krzyżem dla teściowej albo teściowa dla synowej; niedobry szef w zakładzie pracy dla jego pracowników; może to być dokuczliwy sąsiad i wiele innych osób. Dla niektórych krzyżem bywa też jakaś duchowa słabość: może to być skłonność do szybkiego denerwowania się, albo skłonność do picia alkoholu, skłonność do grzechów seksualnych i temu podobne. Przykłady naszych codziennych krzyży można by wyliczać bardzo długo. Każdy z nas nie będzie miał chyba większych trudności z odpowiedzią na pytanie: jaki jest twój codzienny krzyż?
Wszyscy mamy skłonność myśleć, że istnienie krzyża oznacza, że z jakiegoś powodu nie podobamy się Bogu, że On nas karze za jakieś grzechy i niekiedy wydaje się nam, że ta kara jest zbyt wielka; albo też myślimy, że Bóg nie umie się odwdzięczyć za nasze poświęcenie dla Niego. Musimy jednak wiedzieć, że te myśli posuwa nam nasz prawdziwy wróg – szatan. W ten sposób usiłuje on wyrwać z naszych serc wiarę w miłość Boga do nas i uczynić nasze życie nieszczęśliwym.    

Kto jednak poznał sekret krzyża, zaczyna rozumieć, że te szatańskie sugestie nie są prawdą. W rzeczywistości bowiem Bóg pozwala na krzyż, gdyż chce, aby dzięki temu pojawiło się w naszym życiu jakieś ważne dobro i abyśmy dzięki krzyżowi jeszcze bardziej doświadczyli tego, że On nas kocha. Z woli Bożej każdy nasz osobisty krzyż ma wielki sens. Przez krzyż bowiem Bóg wzywa nas do nawrócenia, leczy nas z pychy, pozwala zrozumieć, że musimy trzymać się Go z całej siły, aby nasze życie szło we właściwym kierunku. Bóg zaprasza nas dzisiaj, abyśmy spróbowali w to uwierzyć nawet wtedy, gdy sens krzyża nie jest jeszcze dla nas jasny. Przyjdzie bowiem moment, w którym Bóg nam ten sens objawi i zobaczymy dobro, którego przez krzyż chce On nam udzielić, tak jak udzielił go wielu ludziom przed nami. 
Patrząc na życie wielu ludzi możemy powiedzieć, że wszystkie nawrócenia, jakie miały miejsce w całej historii zbawienia dokonały się dzięki jakiemuś krzyżowi. Bardzo wielu ludzi właśnie przez krzyż mogło odkryć swoje życiowe powołanie i w konsekwencji wkroczyć na drogę świętości. Stało się tak na przykład w życiu św. Franciszka z Asyżu czy w życiu św. Ignacego Loyoli. Krzyż choroby doprowadził ich do Chrystusa i do całkowitej zmiany życia. Spotkałem kiedyś człowieka, którego krzyżem było to, że urodził się niewidomy. Gdy podczas szczerej rozmowy zapytałem go o sens tego krzyża, odpowiedział mi: „Myślę, że Bóg dopuścił ten krzyż po to, abym mógł być człowiekiem wierzącym. Moi rodzice byli ateistami. Gdybym urodził się zdrowy wychowaliby mnie na ateistę. Skoro jednak byłem niewidomy od urodzenia, oddali mnie do zakładu u sióstr zakonnych w Laskach. Tam nie tylko nauczyłem się czytać i pisać oraz zdobyłem zawód, ale także usłyszałem o Jezusie Chrystusie i stałem się człowiekiem wierzącym. Wbrew temu, co myślą niektórzy, Bóg dając mi ten krzyż wyświadczył mi wielkie dobro, okazał mi swoją miłość i za to Mu dzisiaj dziękuję”.   

Zaczynamy teraz lepiej rozumieć dlaczego Chrystus chce, aby każdy z nas, jeśli chce być Jego uczniem, brał swój krzyż na każdy dzień i szedł Jego śladami. Spróbujmy poszukać odpowiedzi na pytanie: jak konkretnie ma to wyglądać w naszym życiu?
Najpierw chodzi o to, aby nie uciekać od krzyża. Wszyscy mamy taką skłonność i często tak czynimy zapominając, że jest to znak Bożej miłości i że jest on nam dany dla naszego dobra. Czasem do takiej ucieczki skłania nas myśl, że Bóg dał nam krzyż zbyt ciężki. Dlatego chcemy, aby nasz krzyż był inny, mniej uciążliwy, łatwiejszy do dźwigania. Bóg jednak, który zna nas lepiej niż my sami siebie znamy, i który nas kocha więcej niż my sami siebie, daje nam krzyż najbardziej odpowiedni, najbardziej nam potrzebny, niosący dla nas najwięcej dobra. Krzyż jest zawsze obecny w naszym życiu i donikąd się od niego nie ucieknie. Dlatego o wiele mądrzej i rozsądniej jest brać go na każdy dzień i dźwigać wstępując w ślady Chrystusa. 
Nie należy jednak robić tego w sposób cierpiętniczy. Może kiedyś słyszeliśmy dziadowską śpiewkę: „Cierp duszo moja, a będziesz zbawiona, a jak nie wycierpisz, będziesz potępiona”. Jeszcze inni dodają pobożnie: „Pan Jezus cierpiał na krzyżu. Mnie, jako chrześcijaninowi, Bóg także posyła krzyże i chce, żebym ja też cierpiał”. Jeszcze inni ze stoicką rezygnacją myślą sobie: „Bóg jest potężny. On dał mi krzyż i nic na to nie mogę poradzić. Muszę więc każdego dnia brać go na swoje ramiona i dźwigać. Taki już jest los chrześcijanina”. Trzeba tu jasno i wyraźnie powiedzieć, że wszystkie te sposoby dźwigania codziennego krzyża nie są chrześcijańskie. Z naszej wiary powinna wypływać zupełnie inna postawa wobec krzyża, zupełnie inny sposób jego dźwigania. Chcąc się tego nauczyć musimy najpierw zrozumieć, że opierając się o nasze czysto ludzkie siły i możliwości nie jesteśmy zdolni przyjmować swego krzyża na każdy dzień. Ta zdolność wypływa bowiem z wiary w Bożą miłość do nas. Musimy więc robić wszystko, aby ta wiara w nas rozwijała się i wzrastała. Wiara rozwija się w nas, gdy mamy częsty kontakt ze słowem Bożym. Trzeba także o nią się modlić. Mając zaś wiarę możemy stać się podobni do Abrahama, który otrzymał od Boga wielki krzyż. Bóg kazał mu złożyć w ofierze całopalnej ukochanego syna, Izaaka. Wbrew wszelkiej nadziei uwierzył on, że Bóg nadal go kocha. Dlatego ‑ gdy idący na miejsce ofiary Izaak zapytał: a gdzie jest jagnię na całopalenie? ‑ Abraham odpowiedział, że Bóg przewidzi (por. Rdz 22,8). Historia ta poucza, że Bóg nie chce nas zniszczyć, ani nie chce, byśmy cierpieli dla samego cierpienia: On przewidział dobro, jakie przyjdzie na nas z krzyża. 
Trzeba następnie zrozumieć, że jedynym człowiekiem, który nie uciekł od swego krzyża, jest Jezus Chrystus. On szedł na śmierć krzyżową wierząc, że znajdzie tam kochające ramiona swego Ojca z nieba. Jezus ukrzyżowany jest odpowiedzią Boga na nasz krzyż, jest tym prawdziwym Barankiem, którego Bóg dla nas przewidział. Dzięki Niemu krzyż nie ma już władzy nad nami, już nas nie niszczy. Bóg bowiem przewidział wyjście. Chrystus zwyciężył śmierć, On wywyższył krzyż i uczynił go chwalebnym. Dzięki Niemu nasze krzyże tracą swoją srogość. Chrystus zabrał bowiem to, co jest w nich najcięższe: ich oścień, czyli poczucie, że cierpienie zawarte w krzyżu nie ma żadnego sensu. Tylko Jezus może uzdolnić nas do dźwigania naszego krzyża na każdy dzień. Trzeba nam zatem spoglądać na krzyż Chrystusa i prosić: „Panie, Ty jeden nie uciekałeś od swego krzyża, Ty jeden wierzyłeś, że tam czeka na Ciebie kochający Ojciec. Dlatego proszę Cię, daj mi wiarę, że i w moim osobistym krzyżu jest ukryta miłość Boga. Daj mi też siłę, abym każdego dnia był zdolny dźwigać swój krzyż i daj mi łaskę zrozumienia jego sensu dla mojego życia”. Krzyż wtedy stanie się dla nas naprawdę krzyżem chwalebnym, to znaczy nie będziemy od niego uciekać, ale będziemy chwalić Boga za jego obecność w naszym życiu. 

Owoce krzyża

Zastanówmy się teraz jak żyje człowiek, któremu została objawiona tajemnica krzyża. Ktoś, kto zna sekret krzyża nie daje się już więcej oszukiwać szatanowi. Kiedy w życiu kogoś takiego pojawia się cierpienie, kiedy krzyż daje o sobie znać, to wtedy szatan podsuwa myśl: „Zobacz, to jest dowód, że Bóg cię nie kocha. Zbuntuj się, żądaj aby On zabrał ten krzyż od ciebie, a najlepiej przestań w Niego wierzyć, weź swoje życie we własne ręce i sam zdobywaj dla siebie szczęście”. Chrześcijanin mówi wtedy: „Idź precz, szatanie! Nie masz już nade mną żadnej władzy, już mnie więcej nie oszukasz. Bóg w swoim Kościele objawił mi tajemnicę krzyża. Ja już wiem, że właśnie tam ‑ w krzyżu ‑ mogę doświadczyć Jego miłości. Ja już wiem, że Bóg daje krzyż dla mojego prawdziwego dobra, że ten krzyż ma głęboki sens”. Wówczas szatan musi podkulić ogon i odejść. 
Znajomość tajemnicy krzyża przynosi też głęboki pokój w sercu. Za tym pokojem wszyscy tęsknimy. Tego prawdziwego, Bożego pokoju nigdzie na świecie nie można znaleźć. Nie mogą go dać posiadane bogactwa, zdrowie ani przyjemności, ani uznanie ludzi, ani jakakolwiek inna rzecz. Może go udzielić tylko Chrystus, gdy pozwala nam odkryć sekret krzyża i udziela siły, aby ten krzyż brać na siebie każdego dnia. Człowiek bowiem, który zna ów sekret, ma wzbudzoną przez Ducha Świętego wiarę, że Bóg go kocha i że nic naprawdę złego nie może mu się stać. Dlatego nawet w trudnych momentach, gdy szczególnie mocno odczuwa ciężar krzyża, ma światło na swoje zycie, widzi sens krzyża, widzi dobro, jakiego Bóg chce mu przez niego udzielić. Słyszy też w swoim sercu świadectwo Ducha Świętego, które pozwala mu naprawdę ufać Bogu i mówić do Niego: Abba, to znaczy: Ojcze, Tatusiu (por. Rz 8,15). 

Odkrycie tajemnicy krzyża pozwala nam też zrozumieć, że dla Chrystusa krzyż był bolesny i ciężki. On jednak cierpiał, abyśmy my nie musieli cierpieć. Wiedząc to, zupełnie inaczej odczuwamy nasz osobisty krzyż. Obecność Chrystusa pozwala nam zupełnie inaczej podchodzić do krzyża. Znamy wtedy sekret krzyża i rozumiemy, że nie jest on jakąś karą Bożą, ale wprost przeciwnie: jest znakiem, którym Bóg naznacza swoje owce, znakiem, że należymy do Jego trzody, że jesteśmy Jego własnością, że On nas wybrał. Krzyż więc ukazuje Jego miłość; jest narzędziem, przez które chce On dać nam pewne dobra i mieć nas blisko siebie. Bóg wie, że jesteśmy słabi i że bez Niego zmarnowalibyśmy swoje życie. Krzyż jest więc narzędziem, dzięki któremu możemy zobaczyć jaśniejące miłością oblicze naszego niebieskiego Ojca. Jest narzędziem naszego nawrócenia. Oścień krzyża już nas nie rani: Chrystus go usunął. 

Rozumieli to dobrze szczególnie pierwsi chrześcijanie. Miałem kiedyś okazję usłyszeć hymn o krzyżu pochodzący z III wieku. Chrześcijanie, którzy ten hymn ułożyli mówią tam, że dla nich krzyż jest jak drabina Jakuba, która łączy niebo z ziemią. Mówią też, że krzyż jest dla nich pokarmem w głodzie i źródłem wody w pragnieniu, jest okryciem w nagości, a nawet rozkoszą. Rosa krzyża ich ożywia a jego powiew użyźnia. Krzyż jest dla nich obroną w trwodze i podporą w potknięciu. Chcą wzrastać w jego korzeniach i odpoczywać w jego gałęziach, a w jego cieniu postawić swój namiot. Bardzo poruszyło mnie zdanie mówiące, że w otwartych ramionach krzyża jaśnieje dla nas miłość Boga. Najbardziej jednak byłem zdumiony czytając, że pierwsi chrześcijanie nazwali krzyż łożem miłości, na którym nas poślubił Pan. Wchodzenie w krzyż było więc dla nich doświadczaniem miłości Boga w najwyższym stopniu, podobnie jak mąż i żona najpełniej przeżywają swoją wzajemną miłość w małżeńskim łożu. Często też w tym hymnie powtarzają się słowa nazywające krzyż chwalebnym. Kto bowiem odkrył tajemnicę krzyża, ten dźwigając swój krzyż idzie za Chrystusem i chwali Boga, bo dzięki krzyżowi doświadcza Jego miłości. Dlatego Ewangelia zawiera słowa Chrystusa, skierowane do wszystkich, których dręczy i przygniata ciężar ich osobistego krzyża. Jezus woła: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię(Mt 11,28nn). Pokrzepienie to polega na tym, że dzięki Chrystusowi nasz osobisty krzyż traci swoją bolesność, jego ciężar staje się słodki, jego brzemię ‑ lekkie. To nasze przychodzenie do Chrystusa dokonuje się szczególnie w czasie Eucharystii. Uczestniczymy wtedy w Jego krzyżu, który się dla nas uobecnia i którego moc pozwala nam akceptować nasz osobisty krzyż. Otrzymujemy też Ciało Chrystusa, dzięki któremu jesteśmy zdolni doświadczać słodyczy krzyża i każdego dnia brać go na swoje ramiona chwaląc Boga za Jego miłość.


Życzę wam i modlę się o to, abyście zawsze stawali przed Bogiem pokorni, maluczcy, jak prostaczki, i abyście naprawdę odgadli krzyż. Chrystus wtedy będzie mógł dziękować swemu Ojcu, że tajemnica krzyża została objawiona także i wam.

 

artykuł za: Szkoła Formacji Duchowej

Remontowaliśmy Dom Duszpasterski Świętej Moniki

Zbieramy fundusze na spłatę długu

Nasz adres

  • Parafia św. Augustyna - Bracia Kapucyni
  • ul. Sudecka 90, 53-129 Wrocław
  • tel. +48 71 367 22 44
  • e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
  • numer konta: 96 1600 1462 1846 2273 6000 0001
  • konto remontowe: 15 1600 1462 1846 2273 6000 0004

Dziękujemy

  • Za wszelką pomoc duchową i materialną z serca dziękujemy. Codziennie modlimy się za tych, którzy nam dobrze czynią. Ponadto każdy brat kapłan raz w miesiącu sprawuje mszę świętą w intencji dobrodziejów.
    Bóg zapłać Wam za wszelkie dobro!

Modlitwa za dobrodziejów

  • Racz, Panie, nagrodzić życiem wiecznym wszystkich, którzy nam dobrze czynią dla imienia Twego. Amen.

 



O portalu

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Augustyna jest prowadzona przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów z prowincji krakowskiej. Jesteś na oficjalnej stronie internetowej naszej parafii

Kontakt z administratorem

Coś na stronie działa nie tak jak powinno? Masz jakieś sugestie, lub po prostu chcesz podzielić się opinią na temat naszej strony internetowej? Napisz wiadomość do administratora witryny: kapucyniwroclaw[at]gmail.com

Ochrona danych

Dane osobowe zawarte w serwisie przetwarzane są za zgodą lub na mocy prawa. Administratorami danych jest: Parafia pw. św. Augustyna we Wrocławiu - Bracia Kapucyni

Informacja o cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

 

 
Top
Ta strona używa plików cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Więcej szczegółów…