O odpuście

 
Odpust
 

Spróbujmy porozmawiać o odpuście. To jest bardzo ważne, bo jeśli człowiek dzisiejszy ma jeszcze jakiekolwiek skojarzenia z odpustem, to są to kramy (niestety nie ma już strzelnicy, do kwiatków się nie strzela!). W Katechizmie Kościoła Katolickiego (n. 1471) jest definicja; nie jest ona fascynująca, ale funkcją definicji nie jest bycie fascynującą… Definicja ma być precyzyjna. Tu o precyzję jest o tyle trudno, że mówiąc o odpustach jesteśmy złapani w pewną zasadzkę terminową.
 
Definicja jest taka: „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy”. Reszta jest uzupełnieniem:
1) dostępuje tej łaski chrześcijanin, który jest do tego usposobiony (są pewne warunki, które trzeba spełnić);
2) jest to łaska, którą Kościół przydziela ze skarbca zasług Chrystusa i świętych;
3) odpust może być całkowity lub cząstkowy;
4) może być przyjęty za siebie lub za zmarłych.
To są elementy dopowiadające. Najważniejsze jest to, że odpust jest darowaniem kary doczesnej za grzechy, które są już odpuszczone co do winy. Sto procent katolików nie rozumie tej definicji…!

Myślę, że w tłumaczenie odpustu można wchodzić pięknym cytatem z papieża Franciszka: „sakrament pokuty to nie jest pralnia”. Nie wystarczy dać się wyprać. Do uwolnienia się od grzechu można podchodzić jak do pralni: pobrudziłem się, ale oddaję to do pralni – wyprało się – jest załatwione. Właśnie nie jest załatwione. Franciszek mówi tak: ubranie masz czyste, ale została rana. Papież używa nowych pojęć, które mogą być bardzo pomocne do tłumaczenia ludziom, o co chodzi w odpuście.
W Katechizmie mówi się o odpuście w związku z sakramentem pokuty. W samym środku dużej części poświęconej sakramentowi pokuty jest kilka punktów dotyczących odpustów. To oznacza, że najważniejszym doświadczeniem jest sakrament pokuty i związana z nim absolucja, ale Kościół chce nam powiedzieć, że to jeszcze wszystkiego nie załatwia. Absolucja sakramentalna sprawia, że nie ma w nas już grzechu. Ale zostaje to, co w nas zostawia grzech.
 
Żeby zrozumieć, o co chodzi w odpuście, trzeba popatrzeć na grzech i na sprawę zmierzenia się z grzechem bardzo poważnie. Gdy kształtowała się praktyka odpustowa w Kościele (XI-XII wiek), ludzie mieli jeszcze w pamięci starożytną praktykę pokutną, która wyznaczała bardzo ostre pokuty – np. 7 lat pokuty za krzywoprzysięstwo. Za bratobójstwo pokutą było dożywotnie wygnanie. Były pokuty trzyletnie, siedmioletnie, dziesięcioletnie… Podstawą liczenia było 40 dni, a potem się już mnożyło.
 
W ramach przygotowania Jubileuszu Bezodmnych (obok katechez) będą pokazywane filmy. Przypomina mi się scena z „Misji”. Człowiek, który dopuścił się kilku morderstw, zadaje sobie pokutę polegającą na tym, że wchodzi na wielką skałę i wlecze za sobą swoją zbroję i miecz. Główny bohater, jezuita, odcina mu tę zbroję i uwalnia od ciężaru. Tamten sam zadał sobie taką pokutę, że musi ciężar wydźwigać na górę – to jest w duchu starożytnej pokuty. Pokuty bywały ciężkie nie dlatego, żeby przez nią był gładzony grzech. Ludzie w Kościele wiedzieli, że grzech jest gładzony śmiercią Chrystusa, który zapłacił za nas okup. Po co więc tak ostra pokuta? Ona miała leczyć ranę.
 
Jestem uwolniony od winy, Bóg mi mówi: „Wybaczam ci, nie ma tego grzechu”. Nie ma więc już niczego, co stoi między mną a Bogiem, ale jest to, co zostawił we mnie grzech – konsekwencje grzechu, skutki grzechu. Właśnie to nazywa się „karą doczesną”. Grzech wprowadza w moje życie pewne konsekwencje, skutki, których bym nie chciał, więc cierpię z tego powodu, jestem ukarany przez własny grzech. Pojęcie „kary doczesnej” Franciszek zastępuje słowem „rana”.

Słowo „rana” było znane w tradycji Kościoła. Na przykład w połowie II wieku, za prześladowania Decjusza, chrześcijanie masowo zaparli się wiary. Kościół stanął przed potężnym kłopotem, bo dotąd zaparcie się wiary było grzechem nieodpuszczanym. Nie dlatego, że grzech był za wielki dla Chrystusa, tylko dlatego, że pokuta za ten grzech trwała całe życie i rozgrzeszenia udzielano dopiero na końcu (tak samo było z grzechem cudzołóstwa i zabójstwa). Co zrobić z takim grzechem, gdy Kościół stał się masowy i masowe stało się odstępstwo? Powstał tak ostry spór, że w Kościołach powstawał rozłam. W Rzymie, w Kartaginie, w najważniejszych Kościołach na Zachodzie chrześcijanie tak się pokłócili, że powybierali anty-biskupów, w Rzymie antypapieża. Spór rozstrzygnął Cyprian, który mówił: Oczywiście, trzeba ich rozgrzeszać, bo nie ma grzechu za dużego dla Chrystusa – Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Ale nie wpuszczajcie ich do Kościoła bez odpowiedniej pokuty, bo nie ma zaleczenia rany.
 
Jest odpuszczenie winy, ale jest też rana. Jeśli jest poważna rana, to nie będziesz jej okładać rumiankiem, tylko trzeba przeciąć. Musi być poważna pokuta, bo rana w człowieku jest poważna. Cyprian używa pojęcia medicina salutis – medycyna zbawcza. Nie chodzi o to, że grzech nie jest odpuszczony – Pan Bóg wszystko odpuścił, Jezus umarł za grzesznika. Ale zostaje rana – to jest miejsce, gdzie wkracza odpust.

Widzę dużą szansę w tym, że dzisiaj ludzie w Kościele mają „Bożego hopla” na punkcie modlitwy o uzdrowienie. Jak ogłosicie spowiedź – nikt nie przyjdzie, jak ogłosicie modlitwę o uzdrowienie – kościół będzie zapchany. Nie będzie modlitwy o uzdrowienie pokoleniowe, ona przez episkopat jest już zabroniona. Ta rana nie bierze się w człowieku z powodu grzechu ojca, dziadka czy pra-pra-pradziadka. To byłoby myślenie mechaniczne. Wiele osób mocno zaangażowanych w Kościół tak myśli, ale to czysta psychologia.
 
Natomiast prawdą jest, że mój grzech zostawia we mnie rany. Jeżeli dopuszczę się cudzołóstwa raz, drugi, trzeci, to we mnie ta rana krzyczy o czwarty-piaty-szósty raz i za każdym razem grzech przychodzi mi łatwiej. I wcale nie jest wykluczone, że z tego powodu cierpię. Przychodzi moment, że chcę się z tego wyrwać, ale rana jest głęboka; w konsekwencji jestem ukarany własnym grzechem.
 
Bardzo często ludzie przychodzą z tematem nienawiści do kogoś. Ktoś wybaczył, ale ciągle ma w sobie negatywną emocję, która w nim drąży, tak że on raz po raz oskarża siebie o nienawiść. Można mu tłumaczyć, że tak nie jest, ale on ma w sobie konsekwencje tego, że kiedyś pozwolił sobie na niewybaczenie, odmawiał wybaczenia, źle życzył – i teraz to w nim siedzi, jest raną.
 
Niewybaczenie jest najczęstszym zranieniem. Ludzie z tego powodu cierpią, szukają, gdzie są modlitwy wstawiennicze. Dobrze, że szukają. To jest miejsce, gdzie można człowiekowi tłumaczyć, czym jest odpust. Bo odpust jest modlitwą całego Kościoła, który chce pomóc zranionemu, chce żeby był zdrów.

Najpiękniejsze jest to, że uzdrowienie przychodzi od Kościoła, który jest całym Ciałem Jezusa Chrystusa, ale też pokazuje, że są warunki, które ta osoba musi spełnić. Nie dzieje się tak, że inni pomodlili się nade mną i załatwili mi temat. Po mojej stronie są do spełnienia określone warunki, muszę przejść pewną drogę, bo chcę być zdrowy, chcę być uwolniony od kary, którą ponoszę za własne grzechy. Odbywam drogę do Kościoła jubileuszowego z pragnieniem odrzucenia każdego grzechu. Modlę się, spełniam to, czego Kościół ode mnie chce, żebym mógł uzyskać łaskę i w odpowiedzi dostaję łaskę odpustu. Nie potrzeba specjalnego grona kilku wystawienników.

Jest cały skarb duchowych łask w Kościele, które mogą się na ciebie wylać i uzdrowić wewnętrznie, tylko Kościół mówi, że trzeba spełnić pewne warunki. To nie odbywa się poza tobą. Łaski odpustu nie otrzymujesz tylko biernie, możesz też coś w tym kierunku zrobić, potrzebne jest twoje otwarcie. Pokaż swe otwarcie, wykonując te kilka kroków.

Dzisiaj dość powszechne i bardzo mocne jest doświadczenie, że mimo rozgrzeszenia potrzebne jest uzdrowienie. Jestem rozgrzeszony, ale potrzebuję uzdrowienia. Wielu ludzi myśli tymi kategoriami. To jest dla nas bardzo dobry punkt odbicia się do wytłumaczenia, o co chodzi w odpuście. W zderzeniu się z grzechem przestajemy myśleć w kategoriach pralni. Owszem, Pan Bóg wybacza, ale nie wszystko jest w porządku. W środku masz kłopot sam ze sobą i męczysz się ze sobą, ale Kościół chce ci pomóc – to jest ta łaska. Kościół chce ci pomóc, chce ci pomóc całkowicie – temu służy odpust zupełny. Dlatego woła o twoją dyspozycję i twoje pragnienie.
 
W dziejach Kościoła stało się z nami coś smutnego. Gdy pojawiła się doktryna i praktyka odpustów, jubileusze były tak bardzo popularne dlatego, że z nimi złączony był odpust. W roku tysiąc trzechsetnym ludzie byli gotowi wędrować do Rzymu na piechotę (w Rzymie w roku 1300 odnotowano milion ludzi!). Szli tylko ze względu na odpust. Natomiast dzisiaj uprawiamy podśmiewanie, gdy słyszymy „odpust”, i zostawiamy ludzi z ich raną. Sami siebie też zostawiamy z raną. Generalnie mówimy o innych, ale każdy z nas też może popatrzeć w siebie i w swoje rany po rozmaitych grzechach i zobaczyć konsekwencje, które każdy z nas nosi… Jak jest w nas rozpalona potrójna pożądliwość (zob. 1 J 2,16). Konsekwencje grzechu każdy w sobie nosi.
 
 
Zanim pojawiła się w Kościele piękna praktyka modlitwy o uzdrowienie, która dzisiaj jest na szczęście dość powszechna (są całe wspólnoty, które w modlitwie wstawienniczej czytają swój charyzmat), mamy 1000 lat praktyki odpustu, która dotyczy dokładnie tego.
 
W 1996 roku Ratzinger podczas pięknego wykładu u Matki Bożej Anielskiej na temat odpustu Porcjunkuli powiedział, że Kościół ma „nadmiar miłości” i tłumaczył, o co chodzi w odpuście. Mówił, że na szczęście po stronie Jezusa jest nadmiar miłości. On zostawił nadmiar miłości, z którego można korzystać. Lecz także rozmaici święci, na przykład Franciszek, też zostawili nadmiar miłości. To jest obszar ducha, a w obszarze duchowym wszytko należy do każdego.
 
[Późniejszy papież] Benedykt rozważa wszystkie możliwe pytania. Ktoś mówi, na przykład, że skoro Chrystus zbawia i Jego miłość jest tym, co leczy, to po co jeszcze taki św. Franciszek, albo Brat Albert, albo Dominik? Benedykt odpowiada, że Chrystus nie zbawia nas w sposób bierny, i powołuje się na List do Kolosan: „W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24). Ten tekst pokazuje, że możesz coś od siebie dać. A jeśli dajesz, to [twój dar] już należy do każdego. W sferze ducha – mówi Ratzinger – nie ma własności prywatnej. Odpust uczy nas myślenia wspólnotowego, uczy myślenia o drugim: „nie zostawię człowieka z jego raną”. Papież Franciszek mówi: jeśli chcesz ewangelizować, to znajdź ranę i ją uzdrów. Uzdrowisz ranę – pozyskasz człowieka.
 
To bardzo piękne stwierdzenie: „Nie ma własności prywatnej w świece ducha”. Jest tajemnica świętych obcowania, jest wymiana duchowych darów między wszystkimi. Wszystko w świecie ducha należy do każdego, dlatego nadmiar miłości, w którym żyli rozmaici święci, a przede wszystkim Chrystus, może mnie odbudować wewnętrznie. Mogę zaczerpnąć z tego skarbca.
 
W pojęciu „nadmiar”, „nadwyżka miłości” widać też, o co ostatecznie chodzi w tej „ranie”. Raną, dziurą w miłości jest niezdolność do kochania. Uzdrowienie przychodzi wraz ze zdolnością do pokochania drugiego.
„Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5). To jest ciekawe, bo w ten sposób Rino Fisichella tłumaczy całą praktykę odpustu. Grzech nam zabiera miłość, okrada nas z niej, a Duch Święty ją w nas rozlewa. O nic innego nie chodzi w życiu, tylko o doświadczenie miłości. Myślę, że gdy będziemy tłumaczyć odpust w ten sposób, to ludzie zobaczą, o jak poważnej rzeczywistości tu mówimy, o jak wielkiej łasce. To by mogło uruchomić marsz do Bram Świętych.
 
 


Brama
 

Mamy Znak, który w obecnym Roku Świętym bardzo zwielokrotniono. Historycy się zgadzają co do tego, że nic nie wskazuje na to, żeby w roku 1300 była Brama Święta. Prawdopodobnie pierwszą Bramę Świętą otwarto w 1423 na Lateranie. Przez kolejne Jubileusze były cztery święte bramy. Teraz papieże nie rozbijają muru, przedtem był obrzęd z użyciem kielni, łopaty, młotka – papieże, żeby otworzyć Bramę Świętą, musieli się trochę napracować. Teraz tylko pchają i wchodzą. Ale brama w bazylice Świętego Piotra ciągle jeszcze jest zamurowywana. Teraz tych Bram jest tyle, ile zechcą miejscowi biskupom, bo Franciszek powiedział, że Świętą Bramę ma mieć każda katedra i każdy kościół, który biskup do tego wyznaczy. W archidiecezji krakowskiej jest jedenaście. Niech będzie jak najwięcej, bo Franciszek mówi, że pielgrzymka ma być krótka.

Dzięki temu Brama stała się Znakiem dostępnym dla każdego. Jeśli ktoś chce, może codziennie przechodzić przez Bramę Świętą i zyskiwać odpust zupełny – za siebie albo za swoich zmarłych.
Bramę Świętą tłumaczy się w Kościele zawsze dwoma tekstami. Pierwszy to Psalm 118 (zwłaszcza wersety 19 – 20): „Otwórzcie mi bramy sprawiedliwości, wejdę przez nie i podziękuję Panu. Oto jest brama Pana. Przez nią wejdą sprawiedliwi”. Drugi – z Ewangelii św. Jana: „Ja jestem bramą owiec” (zob. J 10, 1-10). Ten tekst odniesiemy do siebie, bo jeśli mamy kogoś innego prowadzić do doświadczenia Bramy, to sami musimy przejść przez bramę, którą jest Jezus. „Kto nie wchodzi przeze Mnie, jest złodziejem”, mówi Jezus. Ta sama brama jest dla pasterzy i dla owiec; nie ma innej bramy. Jak ktoś chce być pasterzem, musi być najpierw owcą i przejść przez tę samą bramę. Jeśli wchodzi inaczej – przychodzi, żeby kraść i zabijać. Tylko ten, kto przechodzi przez bramę, jest rzeczywiście pasterzem owiec.
 
Psalm 118 jest cudowny, bo zaczyna się słowami: „Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki”. Po hebrajsku hesed, więc można tłumaczyć „bo Jego miłosierdzie na wieki”, „bo Jego życzliwość na wieki”, „bo Jego łaskawość na wieki” – pod warunkiem, że pamiętamy, że chodzi o hesed czyli miłosierdzie: taką miłość, która jest wierna dlatego, że jest wierna sobie, własnemu wewnętrznemu zobowiązaniu. Jan Paweł II tłumaczył to w Dives in misericordia, przywołując tekst z Ezechiela (Ez 16). Gdy Pan Bóg zapowiada Żydom, że da im powrót z niewoli babilońskiej, mówi: „Nie dla waszego powodu to czynię, tylko dla mojego świętego Imienia”. Niesamowity tekst! Pokazuje, że w Żydach będących w niewoli nie ma nic, co kazałoby Bogu zlitować się nad nimi. Poszli do niewoli, ale jacy byli tacy są, nic dobrego z nimi się nie dzieje. Ale Bóg ich przyprowadzi „dla swojego świętego Imienia”, czyli z powodu tego, Kim On jest „wewnątrz”. To jest właśnie hesed – miłość, która się sprawdza wtedy, gdy jesteś odtrącony. To jest miłosierdzie.
 
Psalm 118 jest pochwałą hesed Pana: Pan jest łaskawy, Pan jest miłosierny. Wyliczone są poszczególne przejawy Jego wiernej miłości do nas. Jednym z nich jest to, że możesz wejść przez Bramę Pana: „Otwórzcie mi bramę sprawiedliwości”. Wiadomo, że chodzi o bramę do świątyni. W komentarzu jest napisane, że Psalm powstał po powrocie z Babilonu; Żydzi odbudowali świątynię i teraz mają szczęście nad szczęściem, bo mogą wreszcie wejść do środka. Nie mieli świątyni, została ona zburzona i sprofanowana, ale teraz jest odbudowana, Bóg ją napełnił swoją Obecnością i oni mogą wejść do środka. Dlaczego? Bo On jest miłosierny.

Dobrze jest zestawić Psalm 118 z Psalmem 24: „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w miejscu Świętego?”. Może być taki przekład. W brewiarzu mamy: „kto stanie w Jego świętym miejscu?”, ale jest też przekład: „Kto stanie w miejscu Świętego?” – świątynia jest miejscem Tego, który jest po trzykroć Święty. Kto stanie w miejscu Świętego? I Psalm odpowiada: „Ten, kto ma ręce nieskalane, kto ma serce czyste”. Macie?! Ten, który śpiewa: „Otwórzcie mi bramy sprawiedliwości” też wie, że nie ma, tylko że jest mu to dane. To jest łaskawość Pana, to jest miłosierdzie, że możesz wejść w tę rzeczywistość, gdzie Bóg jest, że możesz wejść do środka. Dlatego, że Bóg ci tego udziela w swoim miłosierdziu, w swojej łaskawości zaprasza cię do środka – możesz wejść! Dlatego on, gdy wchodzi, to mówi: „Wejdę i oddam chwałę Panu”. Panu – nie sobie! Nie przechwala się, że stał się godny wejść do Bożej Obecności. Jest mu to przyznane przez miłosierdzie Boga. Może wejść, chociaż: „Oto jest brama Pana, przez nią wejdą sprawiedliwi”. To znaczy, że po jego stronie też jest jakaś dyspozycja, jakaś przemiana, która się w nim dokonuje. To jest prawda o odpuście: że człowiek z jednej strony jest uwolniony od winy, usprawiedliwiony, i z drugiej strony jest też kimś, kto chce się zderzyć ze swoją karą, ze skutkiem tego, co zło w nim zostawiło. Ale zderza się w ten sposób, że się otwiera na łaskę.
 
Kościół, Ciało Chrystusa, leczy go zbawczą medycyną. To jest piękne! Wejście przez Bramę dlatego, że Bóg okazuje mi miłosierdzie, że Bóg jest wierny w swojej miłości. Jest hesed w Panu.

Ewangelia św. Jana mówi, że nie ma innej bramy jak Jezus. „Ja jestem bramą owiec” (J10,7). Możemy wejść w rzeczywistość Boga wyłącznie dlatego, że Jezus nas odkupił, że Jezus nas zbawił. „Przez Niego jedni i drudzy … mamy przystęp do Ojca” (Ef 2,18). „Przez Niego przystęp mamy dzięki wierze do tej łaski, w której stoimy, chlubimy się nadzieją chwały Boga” (Rz 5,2). Wchodzimy przez Niego. Bardzo piękna analogia jest w Liście do Hebrajczyków (Hbr 10). Tam nie ma bramy, lecz „zasłona”, która nawiązuje do Świątyni Jerozolimskiej.
 
Między Miejscem Świętym a Najświętszym była zasłona. Nikt nie miał prawa wejść do Miejsca Najświętszego, jedynie arcykapłan, raz do roku, niosąc krew z ofiar. I jeszcze sypano ile można kadzidła na węgle, żeby powstawał taki obłok, by Pan Bóg nie widział, że on wszedł za zasłonę. Wchodził raz i zaraz wychodził. A teraz, mówi autor Listu do Hebrajczyków, wszyscy wchodzimy za zasłonę, bo mamy w rękach – niesiemy w naczyniu – Krew Jezusa. Niesiemy w rękach już nie krew kozłów, jak w Jom Kippur, ale Krew Jezusa. I mamy prawo wejść za tę zasłonę. W tym sensie On nam otwiera dostęp do Ojca: przez to, że przelał za nas Krew. W Jego Krwi mamy dostęp do Ojca.

Psalm 118 jest ostatnim psalmem, który Jezus śpiewał, gdy wychodził z Wieczernika. Na Psalmie 118 kończył się tak zwany Wielki Hallel, zbiór pięciu psalmów. Jezus na Ostatniej Wieczerzy spożył czwarty kielich, który przemienił we własną Krew, i potem, jak mówią wszyscy ewangeliści, Jezus i apostołowie odśpiewali hymn i wyszli do Ogrojca. Tym hymnem był właśnie Psalm 118. Jezus wchodził w swoją Mękę i śpiewał psalm o otwarciu bramy. „Otwórzcie mi bramy. Wejdę przez nie”. To jest tak piękne, że On wchodził w Mękę z przeczuciem, że ten Psalm właśnie się wypełnia, że Bóg otwiera bramę, otwiera ludziom dostęp do Siebie, i że On jest tą Bramą. W tym momencie, kiedy wchodzi w Mękę, kiedy przelewa Krew – jest Bramą. Jesteśmy usprawiedliwieni w Jego Krwi. I to jest nam dane, to jest to doświadczenie łaski, wiernej łaski Boga: że mogę wejść w Jego rzeczywistość. Mogę stanąć na miejscu Świętego, bo jestem usprawiedliwiony przez Jezusa. I wchodząc w komunię z Nim mogę wejść do samego wnętrza Boga i Jego Świętości. To jest miłosierdzie.

Psalm 118 jest pochwałą miłosierdzia Boga. Augustyn rozważając 10. rozdział Ewangelii św. Jana mówi: nie brakuje ludzi, którzy mówią o sobie, że są bramą. „Jeśli chcecie żyć, to chodźcie do mnie, ja was nauczę życia”. Dla Augustyna takimi bramami byli filozofowie. Filozofia pokazuje, jak żyć. Dlatego każdy, kto mówi: „Nauczę cię, jak żyć”, ustawia się w roli bramy. „Przyjdźcie do mnie, ja was przeprowadzę do życia, przeze mnie wejdziecie do życia!” Augustyn daje jednozdaniowy komentarz: „Co ci z tego, że masz życie, skoro nie masz życia wiecznego!” Tu bramą jest tylko Jezus. Co ci z tego, że dobrze żyjesz, jeśli nie żyjesz wiecznie! W życie wieczne wchodzisz przez Jezusa.

Ostatecznie o to idzie w przejściu przez Bramę. Nie chodzi o to, że Jezus Chrystus uczy mnie, jak można dobrze żyć. Nie! Jezus Chrystus wprowadza mnie w życie wieczne. A papież Franciszek dopowiada:
„Przechodzisz przez bramę, to znaczy: wchodzisz w otwarte ramiona Boga”. Tego, Który jest miłosierny, o Którym mówiliśmy na samym początku, że jest Ojcem, Który na ciebie czeka, widzi w tobie swoje dziecko, pomoże ci zobaczyć w sobie samym dziecko Boga. Na nowo odkryjesz swoją godność, kiedy się rzucisz w ramiona Ojcu, bo On czeka z otwartymi ramionami. Ale też wtedy, kiedy Mu się rzucasz w ramiona i doświadczasz Jego miłosierdzia, możesz się zdecydować sam na to, by być miłosiernym. Wtedy możesz też się zdecydować, że będziesz miłosierny. Ta decyzja to pragnienie, żeby mieć w sobie miłość wierną.

Z Proroków Mniejszych dwóch zna się na miłosierdziu jak ewangeliści: Jonasz i Ozeasz. Piękne teksty! Autor Księgi Jonasza dla swojego pokolenia był skrajnym gorszycielem. Nie ma takiej księgi o miłosierdziu, jak Księga Jonasza. Ale drugi obok niego jest Ozeasz. U Ozeasza są obrazy Boga, Który jest Ojcem, jest rzeczywiście Tatą: „Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; (…) Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,3-4). Ale też u Ozeasza jest napisane: „Wasza miłość podobna do chmur o świtaniu” (Oz 6,4). Miłość wyrażona slowem hesed: „wasze hesed jest podobne do chmur o świtaniu, albo do rosy, która prędko znika”. I zdanie, które potem wraca w Ewangelii: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary” (w. 6). Znowu jest tu hesed. Dlatego w Ewangelii czasem jest „miłosierdzia pragnę, nie ofiary”. W niektórych naszych wersjach jest: „miłosierdzia pragnę bardziej niż ofiary” albo „raczej niż ofiary”. Tam nie ma żadnego: „raczej” ani „bardziej”. Jest ostro: Bóg nie chce ofiary, Bóg chce miłosierdzia. Ofiara ma sens tylko wtedy, kiedy człowieka uczy miłosierdzia. A jak go nie uczy, to Bóg nie chce tej ofiary. Bo Jego interesuje tylko to, co jest celem – a celem jest miłosierdzie. „Miłosierdzia pragnę, nie krwawej ofiary”. Jezus dwukrotnie sięgnął do tego tekstu z Ozeasza (Mt 9 i 12). W Ewangelii oddane jest właśnie to „miłosierdzia pragnę”. Ludzie nie kojarzą, że to jest cytat, bo zwykle w tłumaczeniu Ozeasza jest: „miłości pragnę”. A tam jest to hesed, czyli chodzi o miłość, która się sprawdza, gdy jest odrzucona. Przekracza to, co jest wzajemnością; przekracza to, co jest sprawiedliwością – czyli jest właśnie miłosierdziem.

„Miłosierdzia pragnę, nie krwawej ofiary”. Bóg mówi przez Ozeasza: „chciałbym waszej miłości wiernej, a ona jest jak chmury o świtaniu i jak rosa, która prędko znika”. Bóg chce od człowieka wiernej miłości, która jest miłosierna. Dostanie od tego, który ją najpierw od Niego przyjął. O tym Franciszek napisał w zeszłym roku na Wielki Post: Pan Bóg nie wymaga od nas niczego, czego by nam wcześniej nie dał. Jeśli ktoś weźmie od Boga doświadczenie miłosierdzia – będzie dla innych miłosierny, będzie miał w sobie miłość wierną. Jeśli nie weźmie – nie da. Tu jest cała logika wiary, którą w starożytności opisywano słowami: traditio – reditio. Ale traditio nie polega na tym, że ktoś cię nauczył katechizmu, a reditio nie polega na tym, że ty potrafisz odrecytować wszystkie formułki. Tylko traditio polega na tym, że ktoś cię wprowadził w doświadczenie Boga, który jest Miłosierdziem, a reditio polega na tym, że teraz ty potrafisz być miłosierny wobec innych. I to jest brama.
Wchodzę w ramiona Ojca z decyzją na własne miłosierdzie.

Niektórzy rektorzy kościołów stacyjnych chcą, by przy Bramach Miłosierdzia były na przykład koszyki z tekstami biblijnymi o miłosierdziu. Gdy człowiek wchodzi, otrzymuje tekst, z którym teraz może usiąść, może od Bramy Miłosierdzia pójść przed Najświętszy Sakrament i modlić się tym tekstem. Przy przejściu przez tę Bramę musi być jakaś rzeczywista modlitwa, medytacja nad tajemnicą Boga w Jego miłosierdziu, żeby to nie odbyło się tylko tak, że przeszedł i pocałował Bramę, ale nie wie, co całuje. Musi wiedzieć, w jakie doświadczenie Boga wchodzi – z Jego łaski. I na co się decyduje, kiedy chce przekazać to dalej. To jest Brama.
Nie powiedzieliśmy nic o pielgrzymce, ale ma być krótka :).



Pytanie od uczestnika: Przy wytłumaczeniu odpustu jako leczenia rany, widzę dwa problemy. Jeden jest kwestią skuteczności. W akcie pokuty nie czuję, ale wiem, że mam grzech odpuszczony. Natomiast jeżeli odpust ma polegać na leczeniu rany, a nie na zabraniu kary, to ludzie mogą pytać: „Zrobiłem wszystko, a dalej te skutki w sobie widzę – i co?” Drugą trudność widzę taką: było powiedziane, że w „ranie” chodzi o zdolność do miłości, natomiast ludzie, którzy poszli na modlitwę wstawienniczą często chcą się lepiej poczuć, nie myślą o zdolności kochania, tylko właśnie o leczeniu rany, czyli: żeby przestało boleć, żeby odzyskać zdrowie. Jeśli tak zaczniemy tłumaczyć odpust, to wtedy zaczną nas pytać...
Odpowiedź bp: Myślę, że w pytaniu już jest odpowiedź. Ale dlaczego go boli? Bo to brzmi tak, jakby w leczeniu szło tylko objawy.

W skutku grzechu boli mnie nie tylko mniejsza zdolność do miłości, ale dużo innych rzeczy. I gdy my ludziom będziemy mówić, że odpust polega na leczeniu skutków grzechu, to oni będą nas pytać: to gdzie te skutki? Był przykład cudzołóstwa – zostaje rana, która polega na tym, że komuś znów jeszcze bardziej się tego chce. To nie jest tak, że jak otrzyma odpust, to mu się przestanie chcieć. Jest tak?

Bp Ryś: Gdybym uzyskał łaskę odpustu zupełnego…?
 
Kościół na pewno chce mi pomóc tak, jak tylko potrafi. To jest tak samo jak wtedy, gdy modlisz się za kogoś, kto ma ten kłopot. Jest pytanie po stronie człowieka o jego dyspozycję do przyjęcia tej łaski. Tak samo jak w modlitwie wstawienniczej. Może się nad nim cały Kościół modlić… a kiedy on zobaczy skutki tej modlitwy? Może kiedyś je zobaczy. Może nie zaraz. Może za chwilę. Może za pół roku. Nie tłumaczyłbym w sposób mechaniczny: wypełnisz – masz. Wypełnisz, ale w tych warunkach, które są stawiane przy odpuście zupełnym, najtrudniejsza do wypełnienia nie jest modlitwa za papieża i nie spowiedź, tylko to wewnętrzne odwrócenie się od każdego ze swoich grzechów. Taka decyzja po stronie człowieka wcale nie jest czymś łatwym. Dostanie na tyle, na ile jest otwarty. Dlatego w Kościele zrezygnowano z rachunków odpustowych: tydzień, dwa tygodnie, pół roku, pięć lat, siedem lat. Mówi się: albo odpust jest zupełny, albo cząstkowy.
 
Natomiast łaska odpustu jest czymś, co mnie ciągnie do wewnętrznej decyzji, bym się odwrócił od zła – mając pełną świadomość tego, co to zło ze mną robi w środku. Boję się, że – tak jak to było w tym pytaniu – bardzo często ludzie chcieliby uzdrowienia i uleczenia, ale wcale nie widzą związku swojej rany ze swoim postępowaniem. I, używając do końca analogii medycznej: co innego jest dać komuś środek znieczulający, a co innego jest go wyleczyć. Ktoś może chcieć, żeby go nie bolało. Ale może być tak jak z piłkarzem, którego znieczulą na boisku: zamrożą mu kopnięcie i może grać do końca meczu i strzelać bramki, ale po tych piętnastu minutach jest w gorszym stanie niż wtedy, gdy go skopali, bo po takim znieczuleniu wszystko wraca. Nie chodzi o znieczulenie.
 
 
 
Konferencja wygłoszona w dniu skupienia z bp. G. Rysiem dla ekip ewangelizacyjnych wśród osób bezdomnych. W roku Miłosierdzia.

 

Remontujemy Dom Duszpasterski Świętej Moniki

Trwają prace budowlane. Zbieramy fundusze 

Nasz adres

  • Parafia św. Augustyna - Bracia Kapucyni
  • ul. Sudecka 90, 53-129 Wrocław
  • tel. +48 71 367 22 44
  • e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
  • numer konta: 96 1600 1462 1846 2273 6000 0001
  • konto remontowe: 15 1600 1462 1846 2273 6000 0004

Dziękujemy

  • Za wszelką pomoc duchową i materialną z serca dziękujemy. Codziennie modlimy się za tych, którzy nam dobrze czynią. Ponadto każdy brat kapłan raz w miesiącu sprawuje mszę świętą w intencji dobrodziejów.
    Bóg zapłać Wam za wszelkie dobro!

Modlitwa za dobrodziejów

  • Racz, Panie, nagrodzić życiem wiecznym wszystkich, którzy nam dobrze czynią dla imienia Twego. Amen.

 



O portalu

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Augustyna jest prowadzona przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów z prowincji krakowskiej. Jesteś na oficjalnej stronie internetowej naszej parafii

Kontakt z administratorem

Coś na stronie działa nie tak jak powinno? Masz jakieś sugestie, lub po prostu chcesz podzielić się opinią na temat naszej strony internetowej? Napisz wiadomość do administratora witryny: kapucyniwroclaw[at]gmail.com

Ochrona danych

Dane osobowe zawarte w serwisie przetwarzane są za zgodą lub na mocy prawa. Administratorami danych jest: Parafia pw. św. Augustyna we Wrocławiu - Bracia Kapucyni

Informacja o cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

 

 
Top
Ta strona używa plików cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Więcej szczegółów…